Historia dorastania z makeup’em na twarzy

Wywód z dużym dystansem. Taki trochę #tbt mimo, że mamy wtorek. Postanowiłam spojrzeć wstecz, ale na zasadzie just for fun i no regrets! Prawidłowego wizażu bowiem też trzeba się nauczyć – często metodą prób i błędów. Przyjrzałam się własnej twarzy sklanej usiłowaniem wykonania czegoś fajnego (chociaż z reguły wychodziło niefajnie) i parę rzeczy wywnioskowałam.

Specjalnie na potrzeby tego artykułu wygrzebuję spod ziemi (ewentualnie spod biurka) płyty ze starymi albumami. Możecie wierzyć lub nie, ale mam dziwną minę oglądając te fotki. Prawdopodobnie tak samo dziwną jak mój wygląd na niektórych z tych zdjęć.

[ Jako dziecko lubiłam się bawić taką plastikową różdżką, poczułam się trochę, jakbym  zamachnęła ją sobie przed własnym nosem i  voila! – magicznym sposobem znów znalazłam się w 2010 roku. ]

Kiedyś były inne czasy, bez dwóch zdań. Może brzmi to jak oklepany frazes, nie zrozumcie mnie źle… Moją przygodę z makijażem rozpoczęłam oficjalnie w 3 klasie gimnazjum. Dziś już dzieciaki w podstawówce wydają się mieć większe doświadczenie w tym zakresie… Szokujące? Skąd. To zasługa mediów, które bombardują nas zewsząd wyprasowanymi twarzami celebrytów, a roku 2000 te wszystkie procesy zaczynały się dziać na dużą skalę, aby osiągnąć swoje apogeum właśnie teraz.

Dzieci i nastolatkowie szukają idoli, z reguły wybierają osoby niewiele starsze od siebie, różnica wieku wynosi parę lat. Różne rzeczy nam imponują, ale wygląd szczególnie. Łatwo to zaobserwować w życiu codziennym, młody człowiek też spotyka się z takim myśleniem na każdym kroku. Kiedy ktoś jest atrakcyjny od razu zgarnia lajki na Fejsie, jest to wyraz pewnej akceptacji ze strony społeczeństwa. Przynajmniej tak się niektórym wydaje, więc robią wszystko, by kolekcjonować pozytywne komentarze i serduszka czy tam kciuki.

Domyślam się, że moja motywacja z początku była podobna, ale na szczęście nie przerodziła się w jakąś chorą obsesję na punkcie atencji. Wyrosłam z szaleńczego dążenia do ideału. Wizaż stał się raczej moim małym hobby. Do dziś śledzę nowinki kosmetyczne i dzielę się nimi ze znajomymi, którzy podzielają to zainteresowanie. Jednak nie mam problemów z moją twarzą, potrafię wyjść na zakupy czy na uczelnię bez makijażu i JAKOŚ ŻYJĘ.

Tyle słowem wstępu i lekkiego rozwinięcia (albo jednak nie lekkiego, bo trochę tu jednak nabazgrałam).

Pora na ‘kompromitujące’ zdjęcia, czyli to co ludki internetu lubią najbardziej! 😀

Let’s the story begin!

2008 rok – no makeup years

sdc14708

Nie wymaga długiego komentarza. Naturalne, krzaczaste brwi i ani grama makijażu. Wtedy jeszcze to zagadnienie kompletnie mnie nie interesowało. Miałam chyba jeden produkt do ust i był to kulkowy błyszczyk o owocowym zapachu. Ach no i malowałam czasem paznokcie lakierami mamy. Wtedy modny był francuski manicure i przeciwstawnie szalone lakiery brokatowe.

2009:2010 rok – do czego służy błyszczyk i puder

aaaaaaaaa

Zaczynam zauważać, że istnieje coś takiego jak kolorowe kosmetyki. Poniekąd edukują mnie koleżanki, które dostają w gimnazjum pierwsze upomnienia za zbyt teatralnie umalowane rzęsy. W wolnym czasie dużo czytam – ze szczególnym umiłowaniem magazyny takie jak  Bravo Girl, Dziewczyna czy Twist. Do gazet dołączane są tandetne, przeźroczyste błyszczyki z brokatem. Z tekstów dowiaduję się, że cudownym ‘lekarstwem’ na świecącą się cerę jest puder (oczywiście o pięć tonów za ciemny). Nie mam pojęcia skąd wytrzasnąć kosmetyki, za które zapłacę z mojego skromnego kieszonkowego, więc razem z przyjaciółkami zaopatrujemy się ‘w towar’ z chińskiego sklepu. Wtedy jeszcze nie byłam świadoma, że to czego używam jest baaardzo wątpliwej jakości. PS: Mam dziwną fazę na ‘artystyczne’ ucinanie zdjęć, a moja fryzura nadal wygląda jak milion nieszczęść.

2011 rok – mały przełom

sdc19292

Coś ciekawego zaczyna się dziać na twarzy. Nie boję się już delikatnie malować do szkoły, każda dziewczyna w moim wieku to robi. Przestaję kupować chiński badziew na rzecz kolorowych szaf drogerii Rossmann. Produkty marek Lovely, Rimmel, Wibo czy Miss Sporty robią furorę w mojej kosmetyczce. Zamawiam też kosmetyki z Avonu. Nie boję się już eksperymentować. Zaprzyjaźniam się z pęsetą, reguluję brwi i odkrywam podkład do twarzy. Nabieram pewności siebie, której przez całe gimnazjum po prostu nie miałam. Świat nigdy nie był piękniejszy, oto wchodzę na wyższy level wtajemniczenia!

2012 rok – feel like a boss

ghfhg-copy

Czas, kiedy umiałam w końcu odpowiedzieć na pytanie: “kim jestem” i “czego chcę”. Przemawia przeze mnie nowo odkryta kobiecość: noszę sukienki, maluję kreski eyelinerem i mam czerwone od szminki Astor usta. Pamiętam ten rok, a szczególnie jego końcówkę jako moment rozkwitu. W końcu jestem uczennicą pierwszej klasy liceum, wow! Zbieram zupełnie nowe doświadczenia jako starsza nastolatka. Nadal podkład warzy mi się pod pudrem, ale kto by się tym przejmował, skoro mam świetne bibułki matujące z Wibo.

2013:2014 rok – so classy

male

Moje serce kradnie klasyka. Mam awersję do eksperymentalnych kolorów. Moja przyjaciółka jedzie na wymianę do Filadelfii i przywozi mi prezent: paletkę nudziakowych cieni Wet N’ Wild Trio, z którymi nie umiem się rozstać. W międzyczasie kupuję swoje pierwsze pędzle, już nie maluję się pacynkami dołączonymi do produktów. Podkład rozprowadzam gąbeczką. Zaczynam nosić (za)ciemne brwi. Nakładam obficie korektor Eveline na sińce pod oczami. Jestem bardzo zapracowana i niewyspana – uczę się, działam w oazie, prowadzę bloga i rozpoczynam swoją współpracę z branżą kosmetyczną Fm Group.

2015:2016 -> teraz

fdsf

Okres liceum zakończył się w mgnieniu oka. Studia. Dorosłość. Wciąż jestem aktywną testerką kolorówki, udało mi się wziąć udział w paru kampaniach ambasadorskich (na zdjęciu we wcieleniu ambasadorki linii Wake Me Up! Rimmel’a). Staram się być zawsze na bieżąco. Przez ostatnie trzy lata pogłębiałam swoją wiedzę przeczesując tutoriale na youtube. Moja kolekcja ciągle się rozrasta, teraz mam fioła na punkcie paletek Too Faced i matowych szminek nude. Wiem, że tematu makijażu po prostu nie da się wyczerpać. Ostatnio modne jest rozświetlanie i konturowanie. Istnieje wiele technik i każdy musi dobrać jakąś odpowiednią dla siebie.

Na podstawie tego postu możemy nauczyć się czegoś ciekawego – do wprawy w każdej dziedzinie (także w wizażu) naprawdę dochodzi się z czasem!

A jak wyglądało wasze dorastanie z makeupem na twarzy? Pamiętacie swoje ulubione kosmetyki z przeszłości? Dajcie znać !

Advertisements

4 thoughts on “Historia dorastania z makeup’em na twarzy

  1. J. says:

    Więcej zdjęć Siostra! na taki post czekam ❤ Pamiętam że jak się poznałyśmy -2012, byłam oczarowana sposobem w jaki się malujesz i wtedy sama zaczęłam 😀

    Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s