Gdzie muzyka popularna styka się z bardziej popularną

Akurat wspaniale się składa, gdyż w tym tygodniu mamy przyjemność być świadkami potyczek na szczeblu półfinałów Eurowizji 2016. Czego by nie napisać o tym konkursie (złego czy dobrego) jest to najchętniej oglądany na świecie festiwal muzyczny z długimi tradycjami, który co roku skupia przed ekranami telewizorów zastępy widzów. Przyciąga sama idea imprezy – całe to przedsięwzięcie stawia sobie za cel propagować zdrową rywalizację artystów reprezentujących państwa i odrębne kultury. Jednakże mocno podkreślany jest fakt, iż całe wydarzenie odbywa się w duchu europejskiej jedności.

Jeśli chodzi o Eurowizję istnieją tylko dwa rodzaje ludzi – ‘niemogęsiędoczekać’ i ‘ojezuznówtogie’. Nie istnieje zaś typ ‘pomiędzy’. Na upartego można jeszcze stworzyć kategorię ‘niewiemoczymmowa’ (serio? naprawdę istnieje ktoś, kto o tym festiwalu NIE SŁYSZAŁ?!).

Przyznaję bez bicia – sama należę do gatunku numer jeden. Dlaczego? Bo Eurowizja zawsze mnie zaskakuje. Udowadnia, że można więcej i mocniej. Niekoniecznie w tym aspekcie, jakiego się ostatecznie spodziewamy.

Zaprawdę powiadam wam: żaden inny festiwal tego typu nie jest bardziej nieprzewidywalny i w żadnym nie uświadczysz więcej kolorowych osobowości. Istnieją artyści, którzy na trwałe zapisali się w pamięci (/ukośnik/ psychice) widzów oglądających relację live, a następnie magiczną siłą opanowali internety wypierając tym samym liczbą wyświetleń zabawne filmiki z kotami. Wydaje mi się, że na tej słynnej europejskiej scenie gościło prawie wszystko – od kobiety z brodą, potwory zwiastujące zmartwychwstanie hard rocka i tańczące indyki, aż po ukraińskie ufoludki od einz zwei drei czy słowianki ubijające masło.

Abstrahując od pewnych ekstremalnych występów, Eurowizja jest jednak poważnym konkursem. W pewien sposób odnosi się ona do tendencji panujących na światowym rynku muzycznym, a jednocześnie uczy szacunku do twórczości różnorodnego pochodzenia. Jednak mam wrażenie, że fuzja zachodzi tylko w jedną stronę – całe to ogromne przedsięwzięcie wydaje się mało obchodzić prawdziwe branżowe szychy i nie ma żadnego wpływu na promowaną przez nich muzykę. Eurowizja nie wpływa na rynek, za to rynek wywiera poważny wpływ na wygląd konkursu i prezentowane treści. Widać to bardzo wyraźnie szczególnie w ostatnich latach – notorycznie rywalizację wygrywają wokaliści popowi (rok temu: Mans Zelmerlow posądzany o zrzynkę z Davida Guetty).

Smutne są te skłonności moi mili.

Nie bądźmy jednak takimi pesymistami!

W tym roku bowiem gościem specjalnym europejskiego festiwalu będzie nie kto inny jak Justin Timberlake, jedna z prawdziwych ikon muzyki popularnej (przynajmniej moim zdaniem). Zapowiadany występ odczytuję trochę jako podanie ręki Eurowizji przez resztę świata muzycznego na zgodę. “Okej, tyci tyci jednak macie wpływu na tę branżę, przyznajemy. Może jednak warto pojawić się tam u was. Skorzystamy i coś z tego będzie.” Co dokładnie? Zobaczymy.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s